Agents of Mayhem – recenzja

O Saints Row zapewne słyszał każdy. Był to tytuł, który początkowo miał konkurować z Grand Theft Auto, ale szybko został w pewnym sensie satyrą tytułu od studia Rockstar oraz innych gier i ekranizacji filmowych. Studio Volition postanowiło jednak porzucić Saints Row i stworzyć coś na jego wzór w nowym opakowaniu. W ten sposób na świecie pojawiło się nowe dzieło – Agents of Mayhem.

Tak jak w przypadku trzech części Saints Row bawiłem się całkiem całkiem, tak w przypadku ostatniej gry serii i dodatku już znacznie mniej. To właśnie temu nie wiedziałem co sądzić o Agents of Mayhem w momencie jej zapowiedzi. Z jednej strony cieszył mnie fakt, że na rynku pojawi się tytuł, który odbiega od innych, a z drugiej strony materiały, które były publikowane w sieci nie przekonywały mnie do nowej produkcji Volition.

Wydarzenia w Agents of Mayhem rozpoczynają się po tych z ostatniej części Saints Row. Jako samodzielna produkcja daje radę i nie wymaga od nas znajomości poprzednich odsłon. Cała akcja toczy się w Seulu, gdzie swoją siedzibę ma Mulinational Agency Hunting Evil Masterminds czyli MAYHEM. Jest to międzynarodowa organizacja, która za zadanie ma walkę ze złem. Pierwsze dwa rozdziały to forma nudnego samouczka. Prawdziwa zabawa rozpoczyna się dopiero w rozdziale trzecim, w którym to otrzymujemy również możliwość odblokowywania nowych postaci. Dużego plusa otrzymać tu powinni scenarzyści, którzy zadbali o to, aby misje były zróżnicowane – momentami wręcz zwariowane – oraz humorystyczne.

Zabawę rozpoczynamy z trzema odblokowanymi bohaterami. Każdy z nich wyróżnia się osobowością i umiejętnościami. Szkuner służył w armii Wuja Sama, Hollywood to aktor, któremu niezbyt się poukładało w życiu, a Fortuna swego czasu była podniebnym piratem. Z biegiem czasu i wykonania kolejnych misji przyjdzie nam odblokować inne, równie zwariowane z ciekawą historią osobowości. W sumie w nasze ręce oddanych zostaje dwunastu agentów. Każdy z nich ma swój własny, unikalny zestaw broni, specjałów i zdolności Mayhem. Na przykład Daisy i Red Card, koncentrują się na dostarczaniu jak największej ilości broni palnej, Rama i Oni, skupiają się na wyszczerbieniu wrogów. W każdej chwili istnieje możliwość zmiany naszego trio superbohaterów. Dodaje to warstwę strategii, gdy w gorących momentach, musimy wiedzieć kogo wysłać do akcji. Nie jest to jednak takie łatwe, ponieważ nie możemy ich zmieniać w płynny sposób. Aby to zrobić, będziemy musieli powrócić do bazy, edytować swoją drużynę, a następnie wrócić na pole walki. To żmudny i irytujący proces dla tych, którzy chcą wypróbować różne kombinacje postaci. Szkoda też, że twórcy nie poszli o krok dalej i nie stworzyli z tego tytułu zwariowanego co-op’a dla trzech graczy. Tytuł ten wręcz się o to prosi. W efekcie całą grę przechodzić musimy solo. Gra trzyma poziom od początku do… prawie końca. Koniec rozczarowuje. Daje miejsce na sequel przez co historia jest w sumie bez zakończenia. Tym, którzy się wciągną nie będzie dane poznać końca opowieści.

Agents of Mayhem na dzień pisania recenzji boryka się z wieloma problemami natury technicznej. Na konsoli PlayStation 4 Pro widoczne były spadki w animacji. Dodatkowo zdarzało się, że przejście z punktu A do punktu B w trakcie wykonywania misji kończyło się niczym. Gra po prostu zapominała odpalić odpowiedni skrypt przez co trzeba było zaczynać od początku. Agenci mają niekiedy problemy z wypowiadaniem dialogów. Ni stąd ni zowąd jeden z nich podczas swojego monologu potrafi się zawiesić i dopiero po kilku sekundach dokończyć swą wypowiedź. Gdy połączyć wszystkie te problemy ze sobą, to potrafią one wybić z transu.

Podsumowanie
Sama historia zasługuje na wysoką ocenę. Jest zróżnicowana i pełna zabawnych zawrotów akcji. Bohaterowie powodują banana na twarzy i każdy z nich znacząco wyróżnia się na tle innych. Wydaje mi się, że to jednak zbyt mało. Świat gry jest nudny i powtarzalny. Miejscami mamy wrażenie, że twórcy poszli na skróty i niektóre pomieszczenia potraktowali skrótem klawiszowym kopiuj - wklej. Nie miałem potrzeby zwiedzania miasta, bo to nie niosło ze sobą niczego nadzwyczajnego. Misje poboczne bawiły tylko na początku, bo później były powtarzalne. Błędy techniczne powodowały u mnie podniesienie poziomu wkurzenia. Ostatecznie dobrnąłem do końca, dobrze się bawiąc w wątku głównym i w sumie to by było na tyle...
PLUSY
  • komiksowa oprawa
  • świetna historia
  • duży wybór bohaterów
  • polska wersja
MINUSY
  • wkurzające błędy
  • brak co-op'a
  • świat nie porywa
  • nijakie misje poboczne
6.5
Średnia

Dodaj komentarz

Nigdy nie publikujemy Twojego maila. Wymagane pola zostały oznaczone *

Możesz użyć tych tagów HTML.

Przypomnij hasło

Please enter your username or email address. You will receive a link to create a new password via email.