Rok 2016 był dziwnym okresem dla fanów serii Assassin’s Creed. Ubisoft postanowiło dać sobie spokój z wydawaniem gry z cichym zabójcą w roli głównej. Była to pierwsza taka sytuacja począwszy od roku 2008 kiedy to rok w rok otrzymywaliśmy nowe przygody Assassina. Po rocznej przerwie na rynku pojawia się Assassin’s Creed Origins.

RECENZJA ASSASSIN'S CREED ORIGIN DOSTĘPNA RÓWNIEŻ W NIENAGRANI TV NA YOUTUBIE

Egipska kultura jest na tyle tajemnicza i do dziś nieodgadniona, że przeniesienie gry właśnie w te rejony powinno być strzałem w dziesiątkę. Doceniam tu też wszechstronną duchowość, która unosi się w powietrzu podczas eksploracji terenów w AC: Origins. Cieszy mnie też fakt, że rozgrywka przeszła drobne modyfikacje i teraz bardziej przypomina tą znaną nam z Wieśka 3 niż Assassin’s Creed. Zadajmy sobie jednak pewne pytanie… Czy to wszystko wystarczy, aby tytuł Ubisoftu ponownie pojawił się na topowych pozycjach sprzedażowych na całym świecie?

Gra już od początku przyciąga nasz wzrok!

Tym razem przyjdzie nam przejąć kontrolę nad Bayekiem. Nasz bohater urodził się na początku I wieku p.n.e. i był to ostatni egipski mistrz bractwa assassynów, który działał na usługach Kleopatry. Beyek urodziłsię w Siwie i tam też dorastał. Wstąpił do Medjay i dzięki swyk heroicznym dokonaniom stał się tamtejszym bohaterem. Cała przygoda odbywa się na terytorium Egiptu. Twórcy zadbali o każdy szczegół tego kraju. Dzięki temu w nasze ręce wpada ogromna mapa z jeszcze większą ilością niesamowitych widoków, ukrytych grobowców i zapierającej dech w piersiach architekturze. Naszemu bohaterowi przez całą przygodę towarzyszy wielkie ptaszysko. Nie przez przypadek padło na sokoła. Bayek w tłumaczeniu to właśnie sokół. Ptaszyna jest gotowa pomagać nam podczas namierzania kolejnych celów w danej misji i dość często odgrywa kluczową rolę w obieraniu strategii pokonania większych skupisk przeciwników.

Pomimo surowego startu, który miał być swoistym samouczkiem gra nabiera tempa i kolorów. Opowieść o zemście ostatecznie splata się w historyczne wydarzenia wygnania Kleopatry i tajemnicę kultu Medjay. Ubisoft w Assassin’s Creed Origins daje nam możliwość swobodnej eksploracji całego Egipty. Prócz wątku fabularnego mamy tutaj setki misji pobocznych począwszy od wykonania małych zleceń od przypadkowych mieszkańców, przechodząc przez walki z hipopotamami czy krokodylami, na wyścigach rydwanów skończywszy. Świat tętni tu życiem na każdym kroku i o każdej porze dnia. Jedyną rzeczą, która wypadła z gry są znajdźki jednak w porównaniu z pozostałymi aktywnościami to nikt za nimi nie będzie tęsknił. W Egipcie nie ma absolutnie żadnego miejsca na nudę.

Sokół to nasz najwierniejszy przyjaciel.

W grze postanowiono wprowadzić poziomy naszego bohatera. Jak to przekłada się na rozgrywkę? Przez owe poziomy nie ma szans na płynną rozgrywkę trybu fabularnego z pominięciem misji pobocznych. Już po dwóch godzinach gry przed nami do wykonania jest misja z wymaganym dziesiątym poziomem postaci. My chcąc czy też nie musimy zacząć wykonywać misje poboczne i inne aktywności dające nam PD, bo z poziomem szóstym z góry jesteśmy skazani na porażkę w misji fabularnej. Dodatkowo pamiętać musimy o systematycznym ulepszaniu swojego ekwipunku. Żeby móc to zrobić potrzebujemy odpowiednich materiałów. Te zdobywamy poprzez polowania na dziką zwierzynę i przejmowania łupów z konwojów. Za każdy nabity poziom postaci dostajemy również punkt umiejętności. Tego możemy przerzucić na drzewko zdolności, które umożliwia nam odblokowanie nowych zdolności czy większą wprawę w walce z bronią białą czy łukiem.

Jak już w miejscu arsenału się znajdujemy, to Bayek posiadał dość bogaty ekwipunek. Do cichych zabójstw oddano w nasze ręce dobrze znane wszystkim fanom serii ukryte ostrze. Jak nam to nie wystarczy to do naszej dyspozycji oddano szeroką gamę lekkich i ciężkich mieczy, łuków, włóczni, noży do rzucania czy tarcz obronnych, które bardzo przydadzą się nam w otwartych konfliktach.

W nowym Assassinie jest więcej skradania niż walk bezpośrednich.

W Assassin’s Creed: Origins piękny świat gry połączony został ze świetnie dobraną ścieżką dźwiękową. Nieraz zapewne zdarzy się Wam zatrzymać w pewnym miejscu tylko po to, aby pstryknąć fotę, którą później będziemy się chwalić w aktywnościach. Gra na PlayStation 4 Pro działa w 30 klatkach na sekundę. Te jednak nie potrafią utrzymać się na danym poziomie i momentami zauważalne są znaczące dropy. Dodatkowo gra potrafi się wysypać przez co niekiedy daną misję wykonywać musimy dwa razy. Ubisoft wie jednak o problemach z ich produktem i obiecuje naprawę bugów w najbliższej aktualizacji. Celowo pominąłem tutaj dogrywające się i przenikające tekstury, bo Ubisoft jest dobrze znane z takich akcji.

W grze pojawiły się kontrowersyjne lootboksy i mikrotransakcje. Teraz mogę Wam śmiało napisać, że całe to zamieszanie było o nic. Te dodatki, za które przyjdzie nam zapłacić prawdziwymi pieniędzmi skupiają się tylko i wyłącznie na modyfikacjach kosmetycznych takich jak kostium naszego assassina czy wyglądzie wielbłąda. Fakt, za gotówkę możemy zakupić też surowce, ale nie widzę absolutnie żadnego sensu na jego zakup, bo go w grze jest naprawdę wiele. Co do lootboksów to wypluwają one arsenał specjalny, który niewiele różni się od tego do zdobycia w grze. Więc jak sami widzicie nie ma się co tutaj wkurzać na Ubisoft za stosowanie „nieczystych zagrywek”.

GALERIA

WIDEO

Gra była testowana na: PlayStation 4 Pro
Grę do recenzji dostarczył wydawca - Ubisoft

4 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here