Bad Dream: Fever to najnowsze dzieło zielonogórskiego studia Desert Fox. Trafiamy w niej do świata pokrytego dziwnym tuszem w którym nieznana zaraza zebrała swoje okrutne żniwo. Miasto które przyjdzie nam zwiedzać wydaje się zupełnie opustoszałe i martwe.

Narastający niepokój potęguje tu styl artystyczny na jaki zdecydowali się twórcy. Zwiedzane przez nas raczej statyczne, choć zazwyczaj z kilkoma dynamicznymi elementami krajobrazy, utrzymane zostały w wielu odcieniach sepii. Przez cały czas towarzyszyć nam będzie poczucie niepokoju, jakby w każdej chwili zza pejzaży przypominających apokalipsę zombie miało coś na nas wyskoczyć. No, przynajmniej taką miałem nadzieję ogrywając ową produkcję.

Musicie wiedzieć, że Bad Dream: Fever to mocno staroszkolny point-and-click w którym dzieje się naprawdę niewiele. Cały czar gry opiera się na wsiąknięciu w budowany tu dosyć siermiężnie klimat, który sprawi, że przeklikiwanie się przez kolejne tła będzie napędzane naszą ciekawością, a nie jedynie nudą. Jasne, tusz który zniszczył świat jest tu spotykany na każdym kroku, tak jak martwe ciała czy zniszczone ulice, ale w rzeczywistości ciężko jest tu odczuć jakiś niepokój. Spróbowałem nawet pograć w nocy, mając nadzieję, że produkcji uda się utrzymać moją uwagę na dłużej, ale nic z tego.

Przez cały czas czuć, że twórcy bardzo starali się stworzyć przygodówkę z naprawdę unikalnym klimatem (i chwała im za te starania!) no, ale mimo wszystko coś tutaj ewidentnie nie zagrało. Jednocześnie, jeżeli jesteście fanami wymagających point-and-clicków, to z pewnością spędzicie z tą produkcją dłuższą chwilę. Gra wręcz wypełniona jest zagadkami, a jakiekolwiek podpowiedzi z nimi związane są mocno lakoniczne. Co prawda znajdziemy tu pewny „kierunkowskaz” w postaci zamaskowanej wiedźmy, lecz podpowiedzi jaki od niej uzyskamy podają mocno ogólny kierunek.

Innymi słowy, nie jest to produkcja dla fanów lekkiej, prostej rozrywki.

Musicie się liczyć z tym, że albo będziecie naprawdę dobrze kombinować starając się odkryć tajemnicę tuszowej zarazy, albo postawicie na stary, sprawdzony tryb „brute force” czyli szalone klikanie każdego piksela na ekranie w nadziei na jakąkolwiek reakcję. Nawet wiedząc czego szukamy, odnalezienie właściwego przedmiotu na ekranie czy rozwiązanie danej zagadki potrafi być mocno irytujące. Oczywiście, znajdziecie tu wiele naprawdę rozbudowanych zagadek to rozwikłania, ale też wiele z nich wydaje się być zbyt enigmatycznych bądź pozbawionych przekonującej logiki stojącej za ich rozwiązaniem. Ze względu na to, że na jednym ekranie zdarza się tu spędzić naprawdę dłuższą chwilę, to wszystkie odgłosy które na nim słyszymy choć początkowo intrygujące i pasujące do klimatu, po pewnym czasie raczej irytują i wręcz proszą się o puszczenie z głośników Bednarka czy innego Despacito. Ostatecznie, najbardziej przerażającym co czeka nas przy zabawie z Bad Dream: Fever, jest widmo nadciągnięcia mięśni podczas szalonego klikania w każdy element na ekranie.

Mimo wszystko, jeżeli będziecie w stanie przekonać się do powtarzalnego i irytującego projektu tej produkcji, będziecie mogli doświadczyć całkiem zgrabnie napisanej historii, która potrafi zarówno wciągnąć jak i rozczarować swoim finałem. Szkoda, że brak porządnych podpowiedzi utrudnia poznawanie tej historii, ale może wynika to jedynie z faktu, że należę do pokolenia przyzwyczajonego do podążania za kolejnymi znacznikami na mapie? Bad Dream: Fever to z pewnością ciekawa i warta zaznajomienia się z nią produkcja, lecz nie ma się co czarować, bo tytuł ten z pewnością nie trafi do gustu masowego odbiorcy.

10 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here