Dying Light: Bad Blood to najnowsze dzieło naszego rodzimego Techlandu, które zasłynęło w zombiaczym półświatku przy okazji naprawdę udanego Dying Light. Twórcy postanowili nieco umilić nam czekanie na kolejną, pełnoprawną odsłonę trupiego parkouru wydając w między czasie multiplayerowy Bad Blood.

Przy okazji próbują też ugrać co nieco na rynku zdominowanym ostatnio przez wszelkiej maści gry Battle Royale, choć sami swoje najnowsze dzieło określają mianem Brutal Royale. Czy ma to jakieś odniesienie do samej rozgrywki? Niby tak, no ale jednak nie do końca.

Dying Light: Bad Blood

Po uruchomieniu gry wita nas zgrabnie skrojone menu w którym cały czas mamy podgląd na naszego obecnego awatara. Początkowo mamy do wyboru trzy archetypy naszej postaci, które różnią się głównie wyglądem, gdyż w trakcie zabawy nie czuć szczególnych różnic w ich zachowaniu. Obecnie czwarty z archetypów oznaczony jest jako „Coming soon” więc pewnie można się spodziewać większej ich ilości w niedalekiej przyszłości. Mamy tu również zakładki w których możemy wybrać poszczególne części ubioru naszego protagonisty. Stroje zdobywamy np. ze skrzynek które dostajemy jako nagrody po zakończonym meczu bądź wbiciu kolejnego poziomu naszego konta. Widzę tu ogromny potencjał na wciśnięcie mikropłatności, ale jednocześnie nie mam tu żadnych zastrzeżeń, albowiem uważam, że nie wpływające na zabawę przedmioty kosmetyczne to fajny, nie psujący zabawy sposób na zarobek dla twórców.

Dying Light: Bad Blood

Przejdźmy jednak do tego co najważniejsze czyli samej rozgrywki. Obecnie w grze możemy obejrzeć samouczek, rozegrać casualowy mecz ze znajomymi bądź rozpocząć normalną rozgrywkę z losowymi ludźmi z sieci. W przyszłości w grze najwyraźniej pojawią się też rozgrywki rankingowe, lecz na ten moment nie miałem do nich dostępu. Obecnie, główną formą zabawy są wspomniane zwykłe mecze, które na sam start wysyłają nas do niewielkiego HUB’a w którym czekamy aż gra dobierze 12 chętnych do zabawy. Obecnie niestety w kolejce do gry czeka niewiele osób, zatem czas oczekiwania na mecz jest dosyć długi. Dodatkowo odniosłem wrażenie, że większość ludzi do trolle, boty lub po prostu ludzie kompletnie nieogarniający co mają w grze robić. W sumie im się nie dziwię, ponieważ zawarty w grze samouczek niewiele tłumaczy i jeżeli nie graliście w oryginalne Dying Light możecie się tu czuć lekko zagubieni.

Dying Light: Bad Blood

Gdy już uda nam się dobrać 12 graczy ląduje w… śmieciach.

Dokładnie zaś na workach, które amortyzowały  nasze upadki w pierwszym Dying Light. Techlandowe Nie-Battle lecz Brutal Royale za miejsce zmagań obiera sobie mocno zniszczone miejskie zabudowania. Mapa po której biegamy wydawała mi się bliźniaczo podobna do miejscówek, które przemierzaliśmy na początku oryginału. Nie jest to jednak dla mnie minus, ponieważ struktura mapy jest na tyle rozbudowana, że mamy tu wiele opcji na wykorzystanie lubionego przez graczy Techlandowego systemu pierwszoosobowego parokouru oraz daje nam ona wiele ciekawych opcji na mordowanie zombiaków oraz innych graczy. W Dying Light Bad Blood walczymy zarówno z kontrolowanymi przez komputer zombiakami maści wszelakiej oraz innymi graczami. Naszym celem jest zebrać jak najwięcej próbek krwi z gniazd zarażonych, a następnie ewakuować się ze zniszczonego miasta. Po drodze wypadało by też rzecz jasna jakoś przeżyć. Z pomocą przychodzi nam tu porozrzucane wszędzie uzbrojenie. Mamy tu wszelkiego rodzaju pałki, młotki, siekery, miecze, noże kosy, łuki, miny, granaty i … no, uzbrojenia jest naprawdę mnóstwo, zatem każdy powinien znaleźć broń pasującą do jego stylu gry.

Dodatkowo, wydobywając próbki z gniazd zarażonych zdobywamy kolejne poziomy doświadczenia które zwiększają m.in. naszą szybkość czy siłę. Im więcej próbek posiadamy, tym bardziej wysuwamy się na prowadzenie w danym meczu. Z jednej strony więcej próbek czyni naszą postać silniejszą, ale jednocześnie bardziej naraża nas na ataki innych graczy. W końcowej fazie zabawy najlepszy gracz zostaje oznaczony na naszej mapie, zaś reszta rzuca się za nim w morderczy pościg. Dzięki takiemu podejściu możemy zarówno starać się jak najszybciej nazbierać próbek i ulepszyć naszą postać, ale tez nic nie stoi na przeszkodzie aby przyczaić się w cieniu i znienacka wyeliminować najlepszego zawodnika oraz przejąć jego próbki. W trakcie meczu musimy naprawdę cały czas mieć się na baczności, ponieważ nigdy nie wiemy, czy inny zawodnik nie spróbuje nas wyeliminować gdy my odpieramy zombiaki próbując zdobyć kolejne próbki. Jeżeli autorzy planowali wprowadzić stały element niepokoju wśród graczy, to udało im się to znakomicie.

Dying Light: Bad Blood

Niestety, nie wszystko w Bad Blood jest tak udane.

System walki choć dosyć rozbudowany, wydawał mi się zdecydowanie zbyt ociężały oraz powolny. Pojedynki z innymi graczami to próby nerwów, a każdy niecelny cios prowadzi do porażki. Taktyka jest tu bardzo ważna, ale jeżeli oczekujecie szybkiego, responsywnego systemu walki, to go tutaj nie znajdziecie. Sam parkour faktycznie może bawić, ale według mnie, daleko mu do płynności znanej z przygód Ubisoftowych asasynów. Gdyby tak wszystko przyspieszyć tu o jakieś 50%, to grałoby się o wiele lepiej. Pamiętajmy jednak, że to nadal wczesny dostęp, więc twórcy z pewnością zaserwują nam wiele usprawnień.

Dying Light: Bad Blood

Jednocześnie, pomimo tego, że gra jest obecnie we wczesnym dostępie, nie napotkałem tu wiele błędów, a mojej postaci tylko raz zdarzyło się przelecieć przez całą mapę przenikając przez budynki.

Dying Light: Bad Blood

Graficznie jest bardzo dobrze, poziom pierwszego Dying Light, ale wszystko wydaje się tu nieco bardziej hm.. kolorowe? Pod tym względem Bad Blood zdecydowanie lepiej wpasował się w moje gusta niż oryginał. Co się zaś tyczy strony audio, to raczej nie spodziewałbym się tutaj zapadających w pamięć utworów. Zombiaki postękują, nasz bohater zresztą też, zaś w tle słychać zupełnie obojętne plumkanie. Nie radziłbym jednak wyciszać gry, ponieważ znacznie łatwiej jest nas wtedy zaskoczyć.

Dying Light: Bad Blood

Jak podsumowałbym wczesną wersję Dying Light: Bad Blood? Jest nieźle. Serio. Troszkę zawiodłem się na tym, że zwiastuny produkcji wyglądały na znacznie bardziej intensywne niż faktyczna rozgrywka. Wszystko dzieje się tu zdecydowanie zbyt wolno. Cieszy jednak ogromna różnorodność uzbrojenia, a zwycięstwo w meczu rzeczywiście przynosi sporo frajdy. Dying Light: Bad Blood to produkcja z ogromnym potencjałem, ale w obecnej formie nie jest to pozycja w której spędziłbym setki godzin, mimo iż pierwsze Dying Light bardzo mi się spodobało.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here