F1 2018 to kolejna odsłona cyklu, który pozwala graczowi zasiąść za sterami najszybszych pojazdów lądowych tego świata. No prawie, bo tak naprawdę dalej siedzi w swoim pokoju.

Formuła 1 straciła na popularności w naszym kraju wraz z tym jak Robert Kubica uległ wypadkowi, który uniemożliwił mu dalsze starty w wyścigach. Niedawno wrócił na tor, jednak tylko jako kierowca testowy. Mam nadzieję, że w F1 2019 zagramy już Polakiem. Wtedy gra prawdopodobnie sprzeda się lepiej. Nie ukrywam, że sam również od kilku lat nie śledzę wyników w wyścigach F1. Jednak gra pozwalająca poprowadzić bolid zainteresowała mnie.

Grafika i audio

Graficznie F1 2018 prezentuje się… dobrze. Z racji tego, że grę testowałem na PS4 Slim, nie mogłem docenić pełni jej piękna, niemniej poza drugim planem nie bardzo było do czego się przyczepić. Bolidy odwzorowane bardzo dobrze, tory wyglądają realistycznie. Nic tylko wsiadać i jechać.

Co do oprawy dźwiękowej… Odgłosy samochodów słychać, informacje od naszego zespołu słychać, ale na dobre podkłady muzyczne nie można liczyć. To akurat spory minus, bo w menu panuje nuda.

Rozgrywka

Ale kogo obchodzi grafika. Teraz nie ma już brzydkich gier. No prawie. Przejdźmy do rozgrywki. Pierwsza rzecz, za którą należy pochwalić Codemasters to szeroki rozstrzał poziomu trudności. Aby dopasować wymagania gry do naszych umiejętności, musimy ustawić suwak w odpowiednim miejscu od 1 do 100. Jeśli czujemy się zbyt dobrzy na 50 – przesuwamy o 5 w prawo. Jeśli kończymy trzy wyścigi z rzędu na ostatnim miejscu – o 3 w lewo. Dzięki temu w grze poradzi sobie każdy. Przy pierwszym Grand Prix, które rozgrywałem, od prowadzącego Hamiltona dzieliło mnie aż 8 sekund. W drugim GP na tyle dobrze opanowałem system sterowania, że miałem aż 28 sekund przewagi nad drugim pojazdem. Trzeba zatem przesunąć suwak…Moim zdaniem – bardzo dobre rozwiązanie.

Kolejna kwestia – masa asyst. Możemy dostosować sobie wszystko, od podstaw, czyli skrzyni biegów – manualna czy automatyczna – po kontrolę systemu ERS. Z każdym kolejnym dniem czy tygodniem gry, stajemy się coraz bardziej samodzielni, a co za tym idzie – lepsi.

Sama fizyka pojazdów moim zdaniem jest dobrze odwzorowana. Gra nie jest pełnym symulatorem, więc nie jest idealnie, jednak dla gracza, który ostatni wirtualny samochód prowadził w GTA V – szok był niemały. Do tego w trakcie wyścigu możemy dostosowywać takie rzeczy jak dyferencjał czy docisk naszego bolidu, co bezpośrednio wpływa na jego prowadzenie. Przed startem możemy zdecydować na jakich oponach będziemy jeździć, co również ma wpływ i na prowadzenie, i na osiągi.

Warto wspomnieć o dwóch istotnych elementach rozgrywki – możliwości prowadzenia bolidów z minionych sezonów oraz trybie kariery. Dlaczego podobają mi się stare bolidy? Bo po „przesiadce” z tego z obecnej epoki, czuć ogromną różnicę. Myślałem, że będzie po prostu wolniejszy, albo będzie gorzej skręcał, ale przy każdym aucie z minionych lat musimy w zasadzie uczyć się jeździć od nowa. Bardzo przyjemne doświadczenie (tak naprawdę to nie, gdy między Grand Prix w trybie kariery zdarzyło mi się przejechać próbę czasową w aucie sprzed ponad dekady, to myślałem, że wyjdę z siebie, zanim dobrze wyjdę z zakrętu, ale w końcu się nauczyłem).

Kariera zaś pozwala nam na wybór avatara, wprowadzenie danych i wybór zespołu, którego barwy będziemy reprezentować. W jej trakcie możemy oczywiście modyfikowac poziom trudności, zmieniać team, do którego należymy i rozwijać sprzęt, na którym się ścigamy. Kariera zajmie nam masę czasu, ponieważ do przejechania mamy masę wyścigów, w których możemy testować masę ustawień bolidu i poziomu trudności.

Największa wada rozgrywki – kolizyjny start w trybie multiplayer. Co prawda ze względu na specyfikę wyścigów F1, kolizyjny start to coś bardzo ważnego, w końcu pierwszy zakręt często decyduje o przebiegu całego wyścigu, jednakże w grze wieloosobowej ciężko trafić na taki wyścig, w którym jeden z zawodników nie będzie starał się specjalnie rozbić stawki. Ten, który mu umknie, może liczyć na zwycięstwo.

Poza tym w grze zdarzają się dziwne glitche. Pewnego razu mój samochód po tym jak nie zmieściłem się w zakręcie i wróciłem na tor, zaczął zachowywać się, jakby jego opony zostały nasmarowane olejem, a asfalt zamienił się w lód. Nie mogłem pojechać do przodu nawet metra, bo auto zarzucało tyłem lepiej niż BMW e36 na parkingu przy markecie. Ale to raczej rzadka sytuacja. Reszta wyścigów wymaga cierpliwości i skupienia.

Ale to cierpliwość jest najgorsza. Lubiłem oglądać F1, rozumiem, że ten sport polega na perfekcyjnym pokonywaniu okrążeń. Ale nie oszukujmy się – ileż można jeździć w kółko. W trybie kariery możemy oczywiście pomijać sesje treningowe, ale bez nich nie wykręcimy dobrego wyniku na torze. Mamy zatem zazwyczaj minimum po dwa kółka na sesję treningową (łącznie sześć) jedno lub dwa kółka w kwalifikacjach (to już osiem) i ponad 10 kółek wyścigu. Jest to zatem osiemnaście okrążeń tego samego toru. Oczywiście wyścig można skrócić, ale wtedy nawet nie uda nam się trafić do alei serwisowej, że o nadrobieniu straty do przeciwnika startującego z pole position nie wspomnę. Wyścig można też wydłużyć, ale nie wyobrażam sobie, żeby ktoś chciał przez przeszło pół a może i nawet godzinę, pokonywać ten sam tor z tymi samymi rywalami.

F1 2018 to po prostu gra o dwóch odcieniach. Z jednej strony wciąga, bo człowiek wpatrzony w trasę, skupiający się na idealnym hamowaniu jest po prostu odcięty od reszty świata, a z drugiej strony męczy, bo po pewnym czasie przychodzi znużenie jeżdżeniem po jednej trasie tak wiele razy. Żeby być jednak fair – nie żałuję godzin spędzonych przy tej grze i rozumiem, że taki jej urok. Grając w gry sportowe trzeba liczyć się z tym, że muszą one oddawać ducha sportu. A że duchem Formuły 1 jest perfekcyjne pokonywanie dziesiątek okrążeń tego samego toru – mamy to.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here