Horizon Zero Dawn: The Frozen Wilds – recenzja

Horizon Zero Dawn: The Frozen Wilds to jeden z najbardziej oczekiwanych tytułów tej jesieni. Po ciepłym przyjęciu podstawowej wersji gry, przyszła pora na wydanie DLC, które, co w dzisiejszych czasach może być zaskakujące, zawiera naprawdę spory kawał świata do eksploracji oraz wiele misji i aktywności pobocznych.

W Horizon Zero Dawn: The Frozen Wilds wyruszamy wraz z Aloy na północ, na tereny plemienia Banuków – wojowniczego plemienia, dla którego, podobnie jak dla Nora, zasady i honor są najważniejszymi wartościami. Do naszej dyspozycji dostaliśmy spory kawałek skrytego pod śniegiem świata. Dookoła nie ma nic ponad śnieg, lód i okryte nimi drzewa, skały czy jeziora, a mimo to studiu Guerilla Games  udało stworzyć się ciekawy i niemonotonny świat. Nocą krajobraz urozmaicają zorze polarne, za dnia możemy podziwiać niesamowitą grę świateł, załamywanych na grubych połaciach śniegu. Przyznam się, że spędziłem sporo czasu w trybie fotograficznym, polując na ciekawe ujęcia.

Wracając do fabuły – z plemienia Banuków wywodzi się Sylens, który jest niepocieszony, gdy dowiaduje się, że mamy zamiar odwiedzić jego rodzinne strony. Po kilku pierwszych rozmowach z tubylcami, dowiadujemy się, że na temat mężczyzny nikt nie powie nam zbyt wiele, ze względu na wydarzenia z przeszłości. Nie pozostaje nam nic innego, jak zgłębiać jego tajemnicę.

Jest to jednak tylko wątek poboczny. Naszym głównym zadaniem jest rozprawienie się z problemem „bóstwa” Banuków opętanego przez „Demona”, który wpływa również na zachowanie maszyn… Ech, czy przypadkiem gdzieś o tym nie słyszeliśmy? Ach tak, to po prostu kalka z wątku głównego podstawowej wersji gry. No cóż, można by to nazwać „odgrzewaniem kotleta” ale jeśli coś było dobre, to po co to zmieniać? Mamy okazję do poznania nowej historii z czasów pradawnych i punktu widzenia „nowych” ludzi na to czym jest technologia poprzedniej cywilizacji.

Oprócz tego czeka na nas seria misji pobocznych, które moim zdaniem wprowadzają wiele ciekawych postaci i pozwalają dobrze zrozumieć naszych nowych towarzyszy. Horizon Zero Dawn: The Frozen Wilds nie odcina się jednak całkowicie od wersji podstawowej. W rozmowach z Banukami często słyszymy ich opinie o plemionach Carja czy Nora, nierzadko są one żartobliwe.

Sama rozgrywka nie zmienia się zbyt bardzo. Dostaliśmy nowe drzewko umiejętności związane głównie z wierzchowcami, co dla mnie jest jednak mało użyteczne. Jedyny skill, który przykuł moją uwagę, to zwiększenie pojemności kieszeni o 20%. Zawsze to trochę więcej złomu w ekwipunku.

Odnośnie wyposażenia warto wspomnieć o tym jak Horizon Zero Dawn: The Frozen Wilds radzi sobie z kwestią zdobywania lepszego wyposażenia. Większość graczy, w tym ja, zagra w to DLC po przejściu podstawowej wersji gry, a co za tym idzie, mając w swojej sakiewce całkiem sporo okruchów metalu. Twórcy, wprowadzając nowe bronie i stroje, mieli dwie możliwości – uczynić je horrendalnie drogimi, albo wprowadzić nową walutę. Wybór padł na drugą opcję i tak krążąc po terytorium Banuków natykamy się tu i ówdzie na niebieskierki, które możemy wymienić na nowe elementy naszego ekwipunku, w tym także nowy rodzaj broni.

Co ważne, eksplorując nowe terytoria, rzadko spotkamy znane nam wcześniej maszyny. Znaczna ich większość to ich ulepszone wersje, cechujące się innymi słabościami, przez co przyjdzie nam zmienić taktykę. Spotkamy też bardzo silne i piekielnie szybkie Ogniarze, które atakując nas grupą, przysporzą nam niemałych problemów. Dzięki stworzeniu takiego rodzaju wroga, walki zyskują na dynamice i potrzeba sporo starań, by wyjść cało z potyczek.

Walkę utrudniają też pojawiające się wieże, które wspierają wrogie maszyny,  zakłócają efekty dominacji, a ponadto wyłączają ochronę splotu osłony, o ile weszliśmy w jego posiadanie w czasie przechodzenia podstawowej wersji gry.

GALERIA

WIDEO

Podsumowanie
Horizon Zero Dawn: The Frozen Wilds to świetny dodatek. Zapewnie kilkanaście godzin dodatkowej rozgrywki w uwielbianym przez wielu świecie, zachwyca pięknem  całkowicie nowej śnieżnej krainy i daje nam więcej tego, za co polubiliśmy wersję podstawową. Do wad możemy dopisać to, że nowe możliwości, które daje nam całkowicie nowe drzewko rozwoju, są tak naprawdę niewiele warte, oraz tak, że najnowsze DLC to po prostu więcej starego Horizona, nawet w warstwie fabularnej. Chociaż należy zadać sobie pytanie, czy to aby na pewno wada? Za około 80 złotych dostajemy naprawdę duży kawał gry, w dobrze przyjętej do tej pory formie. Ja osobiście uśmiechnąłem się, gdy zorientowałem się w jakim kierunku zmierza fabuła The Frozen Wilds, jednak nie był to raczej wyraz szczęścia. Nie zmienia to jednak faktu, że bardzo przyjemnie grało mi się w najnowszą produkcję Guerilla Games i naprawdę cieszyłbym się, gdyby inne studia wydawały tego typu dodatki, zamiast wciskać ludziom półprodukty łatane płatnymi DLC.
PLUSY
  • więcej Horizona
  • piękne krajobrazy
  • nowe potwory
  • nowe bronie
  • ciekawe aktywności poboczne
  • interesujące postaci drugoplanowe
MINUSY
  • fabularna powtórka z rozrywki
  • dość proste postaci występujące w wątku głównym
8.5
Bardzo dobra

Dodaj komentarz

Nigdy nie publikujemy Twojego maila. Wymagane pola zostały oznaczone *

Możesz użyć tych tagów HTML.

Przypomnij hasło

Please enter your username or email address. You will receive a link to create a new password via email.