Postapokaliptyczna seria gier Metro po tym jak wydawca THQ ogłosił bankructwo prawie upadła. Na szczęście deweloper 4A Games dogadał się z Deep Silver, dzięki czemu mamy okazję zagrać w kolejną część Metro z podtytułem Exodus.

Historia spartańskiego zakonu i bohatera Artema to nie jest zwykła gra. To prawdziwa gratka dla graczy, którzy lubią przygodę z wysoko postawioną poprzeczką. W przypadku Metro Exodus studio 4A postanowiło przenieść większość rozgrywki z tytułowego Metra na powierzchnię i muszę przyznać, że był to strzał w dziesiątkę.

Świat do odkrycia

W Exodusie wcielamy się w protagonistę Artema, któremu przez większość historii towarzyszy jego żona Anna. Oboje pracują jako „ochrona” tego co pozostało w Moskwie. W poszukiwaniu nadziei i innych żywych osób Artem kilka razy powraca na napromieniowaną powierzchnie. Za pomocą radia prowadzi nasłuch w poszukiwaniu innych żywych dusz. Każde wyjście kończy się niestety niepowodzeniem do czasu… Gdy Artemowi udaje się przekonać zakon do tego, że Moska nie powinna być ich domem, a na świecie żyją tysiące innych osób wtedy przygoda zaczyna się na dobre.

Naszym głównym zadaniem jest zlokalizować bezpieczne miejsce i odkryć prawdę o wojnie nuklearnej, która zniszczyła planetę. Podobnie jak w przypadku obu poprzednich części Metro tak i tu stawia się historię ponad wszystko. Prowadzi to do długich przerywników filmowych, które jednak w dość płynny sposób zostały wkomponowane w rozgrywkę. Poznawanie przyjaciół, którzy wraz z nami próbują dojść do prawdy sprawia, że każdy bohater ma swoją wyjątkową osobowość i jest niepowtarzalny.

W poznawaniu historii niektórych bohaterów uprzykrzać życie graczowi potrafią płatające figla skrypty. Nie raz spotkałem się z tym jak jeden z bohaterów rozpoczął swój dialog w trakcie wypowiadania swoich zdań przez inną osobę. Zdarzyć się też potrafi, że skrypt załączy się z opóźnieniem, przez co na pchnięcie rozgrywki dalej zmuszeni jesteśmy chwilę odczekać.

Apokalipsa w innym świetle

Metro Exodus nie opiera się już na frakcjach. Armia Czerwona i Czwarta Rzesza nie są wymieniane tutaj prawie w ogóle. Natomiast sam nasz bohater – Artem – napotyka zupełnie nowe grupy. To był świetny krok twórców, który do gry wprowadził nieco świeżości. Niektóre z napotkanych grup są przyjazne i starają się nam pomóc, jednak większość z nich jest wrogo do nas nastawiona.

W tym miejscu warto również nadmienić, że Metro Exodus ma najbardziej zróżnicowane środowisko w serii. Zaczynając od zimy, kończymy grę późną jesienią. W Exodusie będziemy przemierzać rozległe, pokryte piaskiem pustynie, czy zarośnięte i wypełnione prymitywnymi chatami lasy. Nie myślcie jednak, że zapomniano tutaj zupełnie o tytułowym Metrze. W nim też przyjdzie nam nie raz zmierzyć się z przeciwnikami.

Nowe obszary zewnętrzne są jaśniejsze, ale wciąż wypełnione budynkami, które pogrążają się w całkowitej ciemności. Latarka i zapalniczka w niektórych miejscach jest tak potrzebna jak woda na pustyni. Ciekawostką jest fakt, że w grze zdarzy nam się zgubić, przez co częściej zmuszeni jesteśmy do korzystania z mapy. Te wszystkie elementy przyczyniają się do ciągłego poczucia napięcia, a sama gra dzięki temu bardziej zbliża się do horroru niż gry akcji.

W tym miejscu warto jednak zaznaczyć, że Metro Exodus nie jest grą z otwartym światem. Owszem, tytuł ten oferuje wiele różnych miejscówek do eksploracji i odkrywania, ale świat w sposób rozważny został zamknięty. Nie ma tu losowych NPC-ów, którzy za wykonanie zadania oferują nam nagrody. Dzięki temu tempo rozgrywki pozostaje spójne, a kolejne stawiane przez nas kroki w grze zbliżają nas do końca fabuły.

Świetnie zbalansowany obszar gry, ograniczone zasoby i wrogowie, którzy zachowują się w większości sytuacji bardzo logicznie gwarantują, że nigdy nie poczujesz się bezpiecznie. Przedmioty takie jak filtry w masce są cenne i potrzebne, a bez nich w ciągu kilku sekund jesteś w stanie umrzeć. Brak amunicji lub zbytnie wykorzystywanie broni w walkach także będzie prowadzić do śmierci. Zestawy medyczne, których w grze jest jak na lekarstwo wymuszają na graczu częstsze skradanie się i unikanie konfliktu. Gdy będziesz chciał przechodzić grę na przysłowiowego Rambo to przekonasz się, że na nic da ci oszczędzanie jednego zasobu, bo to prawie zawsze prowadzić będzie do innego, a co za tym idzie do śmierci.

Milion sposobów zabijania

Exodus w porównaniu do poprzednich części gry imponuje swoim arsenałem. Artem może całkowicie przekształcić znalezione przedmiotu na takie, które będą odpowiadać jego potrzebom. Używając części wyciągniętych z innych broni możemy stworzyć chociażby potężny rewolwer, który siać będzie spustoszenie wśród wrogów. Nawet sama maska naszego bohatera poprzez wzmocnienie pancerza, czy dodania kuloodpornego szkła może zostać zmodyfikowana.

Trailer:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here