Pro Evolution Soccer to gra, która od dłuższego czasu – moim zdaniem – nie jest doceniana przez graczy. Konami dwoi się i troi, aby ich tytuł był najlepszym symulatorem na rynku i nie powtarzał błędów gry ze stajni Electronic Arts. PES 2019, który na sklepowych półkach pojawił się 30 sierpnia to istne piłkarskie święto. To gra, która ma szanse pokazać FIFIE, że nie tylko nią gracze żyją. To tytuł, który powinien pojawić się w domu każdego fana piłkarskiej rozrywki. Zapraszamy do recenzji gry Pro Evolution Soccer 2019!

Jeżeli mieliście okazję grać w PES’a podczas tegorocznych targów i Wam się podobało to mamy dobre wieści. W finalnym produkcie nic nie zmieniło się na niekorzyść gry. Wprowadzono mniejsze poprawki, ale całość prezentuje się tak jak na targach. Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że w zeszłym roku produkt finalny i demo z targów z Kolonii dość mocno się różniło.

Największą bolączką gry PES 2019 są licencje. Konami nigdy nimi nie grzeszyło – to fakt – ale w tym roku jest ciut gorzej. Gra straciła Ligę Mistrzów i Ligę Europy. To właśne te dwa tryby rok w rok przekonywały tych mniej zdecydowanych. Twórcy robili wszystko co mogli i próbowali nadrobić mniej znanymi ligami z Belgi, Szkocji, Danii, Szwajcarii, Portugalii, Argentyny i Rosji lecz nie ma co ukrywać, że jest to kropla w morzu… Na ratunek z licencjami idą nam mody tworzone przez „fanów” (?). To dzięki nim możemy dodać nieobecnych do gry. Mod dodający brakujące licencje dostępny jest na wszystkich platformach i działa tylko w trybach offline, ale lepszy rydz niż nic. Prawda?

Jak tytuł prezentuje się pod względem wizualnym? Krótko, zwięźle i na temat – świetnie. Stadiony zapierają dech w piersiach, modele piłkarzy są bardzo starannie odwzorowane – Beckcham i te jego tatuaże to coś niesamowitego -, kibice na trybunach bawią się na całego, a ochrona czy przedstawiciele prasy zachowują się tak jak powinni się zachowywać w swojej pracy. Do tego wszystko Konami dorzuciło nowe shadery i lepsze oświetlenie, które sprawia, że nowy PES w każdym aspekcie wygląda znakomicie. Warto zwrócić w tym miejscu uwagę na to, że na PS4 Pro, Xbox One X i mocniejszych PCtach rozgrywkę prowadzić możemy w rozdzielczości 4K przy 60 FPSach.

Przejdźmy teraz do samej rozgrywki. Ta to wręcz mistrzostwo świata. Już dawno nie grałem w tak dobrą wirtualną piłkę nożną. Twórcy zrezygnowali z dużych nowości. Postawili natomiast na dopieszczenie tego, co pojawiło się w PESie rok temu. Okazuje się, że był to strzał w dziesiątkę. Już zeszłoroczna odsłona kopanki od Konami zbierała pozytywne opinie i okrzyknięta w recenzjach została jako powrót do korzeni i prawdziwej symulacji. PES 2019 to najbardziej rozwinięty symulator piłki nożnej na rynku. Myślę, że w tym sektorze FIFA 19 nie ma najmniejszych szans, bo ta kierowana jest raczej do każdego gracza. Nowy PES bez cienia wątpliwości nie jest dla każdego. Tutaj każdy element podczas rozgrywki jest równie ważny. Siła podania, kierunek podania, zachowania piłki, przejęcia piłki, strzały. Wszystko to łączy się w całość, a od gracza wymaga, aby ten był w stanie połączyć ze sobą te elementy składanki. Inaczej będziemy obrywać w każdym meczu, a przeciwnik na murawie będzie robił z nami co tylko zechce. Bramki, które padają w nowym PESie wymagają od gracza przemyślenia akcji i poprawnego jej przeprowadzenia. Zapomnijcie o automatycznym wciskaniu klawisza podania, który zakończy celny stzał na bramkę. Tutaj po prostu tak się nie da. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na AI piłkarzy i bramkarzy. Podczas kilkugodzinnej zabawy z Pro Evolution Soccer 2019 nie jestem w stanie powiedzieć nic złego o bramkarzach. Zachowują się realistycznie, a ich parady potrafią cieszyć oko. To samo tyczy się piłkarzy. Sztuczna inteligencja stoi tu na najwyższym poziomie. Z mniejszych nowości w rozgrywce, w grze pojawiła się możliwość przeprowadzania szybkich zmian w locie, 11 nowych skilli, oraz możliwość przesówania się przy lini bocznej podczas wykorzystywania rzutów z autu.

Pozostałe tryby zabawy, w tym My Club nie przeszły większych zmian. W My Club pojawiły się legendy i to te cieszą się w sieci największą popularnością. My Club to przyjemny i mniej skomplikowany odpowiednik Ultimate Team. Jednakże jeżeli ktoś chce bawić się w budowanie swojej drużyny od podstaw i zabawy po sieci to lepiej wybrać nową odsłonę FIFY. To produkt od Electronic Arts oferuje więcej możliwości i daje więcej zabawy w tym trybie.

Jak już liznęliśmy trochę trybu online to temu zarzucić można zbyt długi matchmaking. Niekiedy, aby móc zagrać online na połączenie z rywalem czekać musimy nawet 3 minuty. Potrafi to znużyć, ale cofając się pamięcią to od zawsze piłka od Konami miała ten problem.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here