Tytułowe stwierdzenie można zobaczyć na praktycznie każdym portalu o tematyce gamingowej przy okazji zapowiedzi lub premiery choć trochę bardziej wymagającego tytułu. Ja takim bzdurom mówię stanowcze „NIE!”. Dzisiaj trochę podumam, dlaczego drugiej takiej gry jak Dark Souls po prostu nie ma.

PYTANIE: CO TWORZY SOULSY?

Tak, tak, wiem są Dark Souls 2 i Dark Souls 3… już się pośmialiśmy. Pominę również resztę produkcji From Software, bo mowa o wszystkich innych grach, które dziennikarze na siłę, nie wiadomo czemu, tak bardzo próbują wepchnąć do wora z naszym dzisiejszym głównym daniem. No dobra, po części mogę zrozumieć o co tym ludziom chodzi. Jeżeli mowa o samej mechanice, to jak najbardziej, w końcu powstał nam nowy gatunek soulslike. Lecz jeżeli wciągnęliście się w „soulsy”, to podobnie jak ja możecie się wiele razy rozczarować przy grach tego typu.

ODPOWIEDŹ A – MECHANIKA

Pierwszą rzeczą, która przychodzi do głowy kiedy pomyślimy o grach From Software jest poziom trudności. No, oczywista oczywistość. Każdy już wie o co chodzi, tłuczemy bossa dziesiątkami cięć, pchnięć, dźgnięć i fajerbali, a sami po otrzymaniu zaledwie kilku ciosów widzimy ukochane „YOU DIED”. Jeżeli chodzi o samą walkę, to tytuły takie jak Lords of the Fallen, The Surge czy Nioh potrafią godnie naśladować, lub jak w przypadku np. ostatniego wymienionego tytułu, robić to nawet lepiej. Przynajmniej patrząc głównie na pierwszą odsłonę Dark Souls, ponieważ tam mechanika walki była strasznie toporna. Krokiem milowym w przyjemności z grania natomiast była „trójka”, która wprowadziła tzw. stance. Przyjmując ową pozycję możemy wyprowadzić nowe specjalne ataki np. przełamujące obronę wroga, a bronie bossów to mają takie umiejętności, że łomatkoboska. Pozwala to jeszcze bardziej kombinować z doborem broni oraz taktyki na przeciwników różnego rodzaju. Z kolei LotF ciekawie podszedł do sprawy „waluty” w grze. Mogliśmy przeznaczyć ją na umiejętności przy checkpointach, ale opłacało się również ją trzymać, ponieważ niewydawana zwiększała szanse na drop potężniejszych przedmiotów. Takie rozwiązania dodają pewien element taktyki i urozmaicają rozgrywkę. Jednak samą mechaniką gry nie stoją, a drugą ważną sprawą jest…

ODPOWIEDŹ B – KLIMAT

Tutaj ciężko coś opowiedzieć poza moimi subiektywnymi odczuciami. Jak najbardziej możecie się ze mną nie zgodzić, ale „soulsy” posiadają moim zdaniem najbardziej klimatyczny świat, wykreowany w grach ever. Może to dlatego, że jestem wielkim fanem takiego mrocznego fantasy. Może wynika to z połączenia azjatyckiej, bezgranicznej kreatywności z zachodnim wykonaniem. Widzieliście jakie paskudy możemy spotkać podczas wędrówki po tych niesamowitych krainach? Wiele razy design stworów wywoływał takie odrzucające wykrzywienie na mojej twarzy, a w akompaniamencie dźwięków jakie wydawały… Genialne w swojej obrzydliwości. Skoro już wspomniałem o krainach, to o nich słów kilka. Pasma gór rozciągające się po sam horyzont, majestatyczne, gotyckie zamki, przy których nasz rodzimy Wawel to buda dla Chihuahuy (Chihuahy? NO CZIŁAŁY WIECIE O CO CHODZI) pobudziły we mnie artystyczną duszę do tego stopnia, aż założyłem albumik ze screenami z gry. Trzeba jeszcze wspomnieć o ścieżce dzwiękowej. W świecie Dark Souls nie ma prawdopodobnie ani jednego przypadkowego elementu świata przedstawionego. Świata, który dąży do klęski, jest cholernie depresyjny co czuć podczas gry. Wędrując sobie naszą postacią nie doświadczymy żadnej muzyki, co potęguje właśnie te uczucia, o których wspomniałem. Jedyne co słychać, to chrzęst zbroi, kroki, czy odgłosy maszkary na suficie, która zaraz zleci nam na głowę by napluć nam jadem do gardła i błyskawicznie zabić. Z kolei podczas walk z bossami towarzyszą nam utwory tak skrajnie pompatyczne lub smutne, że po plecach przechodzą ciarki. Jaka muzyka będzie nam przygrywać zależy od historii oraz przeżyć bossa, co prowadzi właśnie do tego czym mnie tak urzekła ta seria stosunkowo niedawno.

Odpowiedź C – FABUŁA

Zawsze jak grałem w serię Dark Souls to wiadomo, chodzę sobie, ginę, walczę z bossami i sporadycznie wymieniam pada kiedy za bardzo mi nie idzie. Z innymi tytułami niby było podobnie. Różnicę poczułem dopiero w momencie, gdy w pełni zagłębiłem się w lore świata wykreowanego, przez Miyazakiego. Jak dla mnie jest to coś na wzór zupełnie nowej mitologii, bo samą fabułą tego nazwać nie mogę. Te gry nie przedstawiają historii naszego protagonisty. Przedstawiają historię całego świata, który sprawia wrażenie jakby żył od wieków bez naszej ingerencji. Historię, której nie dostajemy podanej na tacy. Musimy sami do niej dojść, łącząc szczątki informacji podawane nam przez grę. Na przykład czytamy opis jednego przedmiotu, następnie drugiego i uświadamiamy sobie, że jakiś NPC też coś o tym mówił. Składamy te skrawki w jedną całość i otrzymujemy niesamowitą opowieść, bardziej przejmującą, niż większość wątków głównych w obecnych tytułach. A to przecież wątek jednej postaci, bossa, czy krainy! Odkrywanie takich rzeczy sprawia ogromną frajdę i zachęca do kopania coraz głębiej i sprawdzania każdego zakamarka w poszukiwaniu kolejnych części układanki. A tak naprawdę nigdy nie możemy być pewni naszego odkrycia, przez co zostaje ono na dłużej w naszej pamięci, chcemy wiedzieć więcej, bo może coś pominęliśmy. W sieci łatwo znajdziecie różne fora i kanały zajmujące się rozwiązywaniem zagadek świata Dark Souls. A jeżeli odpowiednio się w to wkręcicie, zapewniam, że przechodzenie „soulsów” nabierze zupełnie nowego wymiaru, gdy będziecie mieli świadomość z kim walczycie i właściwie jaką odgrywacie rolę jako gracz.

ROZWIĄZANIE – WSZYSTKIE ODPOWIEDZI SĄ PRAWIDŁOWE

Jak już wcześniej wspomniałem, nie mówię, że pozostałe tytuły soulslike są złymi grami. Ba, są świetnymi tytułami, przy których również spędziłem dziesiątki (o ile nie setki) godzin, świetnie się bawiąc i które mogę polecić z czystym sercem każdemu fanowi wyzwań. Po prostu to rozczarowanie wynika z braku nadania tej „głębi”. Tego, że momentami żałowałem, iż muszę kogoś zabić. Tego, że każdy, nawet najmniejszy szczegół taki jak np. animacja umierającego bossa, czy dany mob w danym miejscu ma swoje uzasadnienie fabularne. Moim zdaniem Dark Souls to wszystkie wyżej wymienione składniki, a może i jeszcze więcej. Póki co nie zostałem tak wciągnięty w żaden inny wirtualny świat. I jeżeli ktoś odpuścił sobie „soulsy”, a potrafi wczuć się w grę, to liczę na to, że po zagłębieniu się w lore da jej jeszcze jedną szansę. PRAISE THE SUN!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here