Uwielbiany przez zapaleńców Trials powraca! Lepszy, ciekawszy i jeszcze bardziej wciągający. Trials Rising utrzymuje podobny ton co poprzedniczki. Nie oznacza to jednak, że gra jest nudna. Wręcz przeciwnie! Ubisoft zachowało wszelkie elementy i mechanikę, którą tysiące graczy pokochało na całym świecie! Przed wami recenzja gry Trials: Rising.

Tym razem przychodzi nam ścigać się po całym świecie. Każdy etap jest pełen szalonych skoków i absurdalnych przeszkód. Dla tych co nie mieli do czynienia ze wcześniejszymi częściami gry śpieszę z wyjaśnieniami czym jest Trials. Jest to nic innego jak krótkie etapy, które należy pomokać na naszym motorze po ustalonej od początku do końca ścieżce i widokiem z boku. Epickie plansze poprzez narastający poziom trudności z biegiem czasu będą wywoływać u nas coraz większą frustrację. Nie oznacza to jednak, że gra w pewnym momencie zacznie nas odpychać. Wręcz przeciwnie! Im trudniej jest przejść dany poziom tym bardziej chcemy go ukończyć. Nie bez powodu w grze pojawił się cyctat „Jeszcze jeden etap – powiedział gracz Trials Rising o 2 w nocy”. Upadek lub najechanie na wybuchającą beczkę powoduje powrót na start lub checkpointa, który co jakiś czas rozstawiony jest na mapie. Każda z tras ma ustalone kryteria czasowe,w których trzeba się zmieścić, aby móc zdobyć jeden z pięciu medali – od brązowego do platynowego. Dodatkowo prócz wymogów czasowych pojawiają się inne wyzwania nazwane kontraktami. To właśnie za nie jesteśmy w stanie otrzymywać największej punktów umiejętności, które następnie przekładają się na poziom naszego kierowcy.

Jeżeli wygląda to zbyt skomplikowanie to bez obaw. W grze pojawia się tryb „University of Trials”, który dzięki kilku wyzwaniom ma wprowadzić gracza do świata gry przy okazji ucząc techniki jazdy.

Naszym głównym celem w Trials Rising jest zostać Mistrzem Trials. Gra jest podzielona na cztery ligi, które składają się z różnych lokalizacji geograficznych takich jak Ameryka czy Europa. W każdej lidze twoim zadaniem będzie rywalizować w różnych wyścigach. Odblokowanie nowych sektorów następuje po finałach na stadionie danej ligi. Ponadto podczas gry natkniesz się na serię zupełnie nowych wyzwać takich jak festiwal umiejętności. Nie jest to nic innego jak zawirowanie gierki zręcznościowe, które polegają np. na dolecenie jak najdalej naszym kierowcą, czy utrzymanie się jak najdłuższy czas na platformie niczym na rodeo.

Zdobywanie kolejnych poziomów doświadczenia będzie nagradzane lootboxami. Te paczuchy zawierają w sobie cieszynki oraz kosmetyczne modyfikacje naszego kierowcy czy crossa. Kolejnym niesamowitym osiągnięciem studia jest rozbudowany edytor tras. Niezliczone pomysły innych osób przekładają się na dodatkową zawartość, która sprawia, że gra staje się wręcz nieśmiertelna. Warto też wspomnieć, że w edytorze pojawia się ponad 8000 obiektów ze wszystkich części Trialsów!

W grze pojawia się również tryb dla wielu graczy. To właśnie on powinien dawać najwięcej frajdy. Powinien, bo na chwilę obecną prócz samych zmagań ośmiu graczy na jednej mapie nie ma ani grama rywalizacji. Do momentu pojawienia się tej recenzji nie ruszyły jeszcze ligi dla wielu osób, przez co ściganie się w trybie online nie ma najmniejszego sensu. Trials Rising oferuje również wyścigi na jednej kanapie. Nie wiem jednak czemu ten tryb oferuje bardzo mało poziomów, przez co zabawa bardzo szybko się nudzi.

To co mógłbym zarzucić Trials Rising to zbyt duży czas na załadowanie się danego etapu. Możliwe, że w kolejnych aktualizacjach Ubisoft coś z tym zrobi, bo niedopuszczalne jest, aby gra momentami ładowała się dużej niż takie Red Dead Redemption 2…

WIDEO Z ROZGRYWKĄ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here