Wspominamy serię Mortal Kombat na 25 rocznicę marki

Niedawno obchodziliśmy 25 rocznicę serii Mortal Kombat. Marka ta niewątpliwie zapisała się w kartach historii gier i popkultury. Któż nie byłby teraz w stanie odpowiedzieć skąd wzięło się „FATALITY!”? Przyjrzyjmy się Mortalowi z bliska, by znaleźć źródło jego sukcesu.

ROUND ONE: WZLOTY I UPADKI SERII

Mortal Kombat IMortal Kombat

W roku 1991 Ed Boon oraz John Tobias, wówczas pracujący w Bally Midway zostają postawieni przed ciężkim zadaniem. Muszą stworzyć bijatykę, która no… dobrze by było jakby odniosła sukces. Nie pomagał w tym fakt, że wtedy w salonach gier królował Street Fighter 2. Zatem panowie musieli jakoś pobudzić pierwotne instynkty. Czego od zawsze domagali się ludzie? Oczywiście, KRWI!

Trzymając się tego pomysłu, po zaledwie 10 miesiącach pracy, w 1992 roku wypuścili soczystą bijatykę, w której posoka lała się litrami, a kończyny fruwały na wszystkie strony świata. Mortal Kombat odniosło niespodziewany sukces. Podstawowy roster składał się z 7 wojowników: Sub-Zero, Scorpion, Sonya Blade, Johnny Cage, Raiden, Liu Kang i Kano. Do tego w grze znajdowały się 3 dodatkowe postacie: Shang Tsung, Goro oraz Reptile. Gracze byli zachwyceni fotorealistyczną grafiką, naturalnymi animacjami postaci, ale głównie możliwością wykończenia przeciwnika brutalnym ciosem zwanym Fatality. Zainteresowanie tytułem podtrzymywały także przeróżne plotki oraz ukryte sekrety, jak np. wcześniej wspomniany, tajemniczy zielony ninja – Reptile. O MK było głośno na całym świecie, więc naturalnym było podjęcie decyzji o stworzeniu następnej części.

Mortal Kombat IIMortal Kombat

MK2 to sequel idealny. Był wszystkim tym co MK1, tylko więcej i lepiej. Twórcy dodali jeszcze więcej ciosów kończących, w tym, Stage Fatality (skrócenie żywota oponenta przy pomocy elementów planszy), Friendship (okazanie łaski) oraz Babality (zamiana przeciwnika w pociesznego bobasa). Wachlarz grywalnych postaci został poszerzony do 12 wojowników. Tradycyjnie w grze zostało pochowanych wiele ukrytych smaczków oraz easter eggów, ale tych jest w serii tak wiele, że na opisanie ich należałoby stworzyć osobny materiał. Mortal Kombat II nakreśliło kierunek w którym seria podążyła w następnych częściach. Mam namyśli to, że ze stylistyki bardziej orientalnej, poszła w kierunku okultyzmu i szeroko pojętego mroku, co moim zdaniem było bardzo dobrym posunięciem. MK2 było przez  wielu uznane za najlepszą część serii.

Mortal Kombat III

Na fali popularności magiczny duet Boon/Tobias zabrali się za kolejną część ich morderczego dzieła. MK3 aż ociekało nową zawartością. Wprowadzono masę zmian i usprawnień, jednak nie wszystkie zostały tak ciepło przyjęte przez graczy, jak wyobrażali to sobie twórcy.Mortal KombatOtrzymaliśmy wielu nowych, różnorodnych bohaterów ale pominięto, ku niezadowoleniu odbiorców ulubieńców. Nie uświadczyliśmy kilku klasycznych, mortalowych ninja. Graczy poróżnił wprowadzony system kombosów. Każda z postaci posiadała własne, które można było łączyć w łańcuchy. Do nowych mechanik gry wprowadzona została możliwość biegania, mająca na celu ukaranie zbyt defensywnego przeciwnika ale tej zmiany też nie przyjęto zbyt pozytywnie.

Pomimo, wcześniej wspomnianego, przejścia w mroczniejsze klimaty MK3 straciło w sobie „to coś”. Fatality zamiast szokować i powodować zespół stresu pourazowego, bardziej bawiły graczy. Do gry zostały wrzucone nowe rodzaje wykończeń. Wcześniej wspominane jako plotka, teraz możliwe do wykonania Animality (postać zamienia się w jakieś zwierze i zadaje finalny cios) oraz Mercy (czyli tak jak mówi nazwa, okazanie przeciwnikowi łaski).

Mortal KombatW tym samym roku do salonów trafił Ultimate Mortal Kombat 3. Najważniejszą rzeczą wprowadzoną w tym ulepszonym wydaniu, było przywrócenie naszych ulubieńców oraz debiut Ermaca, który wcześniej istniał tylko jako mit wśród graczy. Otrzymaliśmy także kilka nowych poziomów.

Ostatnią akutalizacą „trójki” było Mortal Kombat Trilogy. Gra zawierała sporo bugów, jednak nie ma co się dziwić, ponieważ po raz pierwszy wszystkie obecne do tej pory postacie (łącznie z bossami) stały się grywalne plus dostaliśmy jeszcze jednego nowego wojownika – Chameleona. Dodano także kolejny rodzaj finishera. Brutality polegało na tym, że naparzamy oponenta tak długo dopóki nie wybuchnie. Proste i efektowne. Trylogia jako jedyna część do tej pory nie trafiła na automaty. Była także ostatnią odsłoną serii wykonaną w 2D.

Mortal Kombat IV

Po bezdyskusyjnym sukcesie trylogii, nadszedł czas by wynieść serię Mortal Kombat na zupełnie nowy poziom. Midway miało w planach masę mniej lub bardziej rewolucyjnych usprawnień, które muszą sprostać wysokim oczekiwaniom fanów.

Głównym daniem było przejście w trójwymiar, m.in. dające większą swobodę w kreowaniu animacji postaci. No przynajmniej w teorii, bo w praktyce już nie było tak kolorowo. Niedoświadczeni programiści mieli z nowym silnikiem wiele problemów i musieli pójść na bolesne kompromisy. Przez problemy z transformacją zrezygnowano z Animality. Tak więc w grze zostały, wzorem pierwszej odsłony, tylko Fatality oraz Stage Fatality.Właśnie to jest ciekawy fenomen, bo społeczność graczy Mortala jeszcze nigdy nie była tak podzielona jak po premierze „czwórki”. Jedni uważali, że MK4 to jedna z lepszych części, ponieważ powrócił surowy, mroczny klimat za który przecież tak pokochaliśmy tą markę. Z drugiej strony barykady znajdowali się sceptycy, którym nie podobały się rozwiązania wprowadzone w czwartej odsłonie. Na papierze niektóre pomysły mogły wyglądać całkiem nieźle lecz zderzenie z rzeczywistością było bolesne. Weźmy np. system walki broniami. Zaczynając od tego, że niektóre z nich nie miały nic wspólnego z postacią dzierżącą owe narzędzie mordu (Fujin, Bóg Wiatru władający kuszą plazmową – WTF?), kończąc na tym, że były po prostu niepraktyczne. W grze pojawiło się kilku nowych bohaterów, lecz autorzy zrobili najgorszą możliwą rzecz… Wzięli starsze postacie i zmienili im po prostu tekstury, zostawiając te same ruchy i umiejętności. Śmieszne również było to, jak bardzo niewymagający w porównaniu do poprzednich był główny boss – Shinnok, który dostępny był jako grywalna postać już od samego początku. Twórcy jednak mogli spać spokojnie, bo pomimo tych wszystkich nietrafionych rozwiązań MK4 odniosło ponowny sukces. Chwilę po premierze MK4 na Dreamcastach wylądowało Mortal Kombat Gold, w którym oprócz dodania kilku postaci i map nie uświadczyliśmy żadnych większych zmian.

Mortal Kombat: Deadly Alliance

Celowo w tym zestawieniu pominąłem takie „perełki” jak MK Mythologies: Sub-Zero oraz MK Special Forces, bo skupiam się na grywalnych odsłonach MK. Dlatego przenieśmy się od razu 5 lat do przodu. Ed Boon (po odejściu Johna Tobiasa) miał przed sobą ciężkie zadanie. Po upadku rynku automatów do gier, musiał zmienić sporą część swojej produkcji, ponieważ standard grania w salonach zwyczajnie różnił się od tego w domach i te same rozwiązania po prostu mogły nie działać. Do tego po tylu latach gracze przyzwyczaili się do lejącej się krwi, wypruwanych flaków, miażdżonych kończyn itp. więc nie wywierały na nich już większego wrażenia. Nie pomagało również to, jak marka Mortal Kombat zaczęła rozmieniać się na drobne.

Z wyżej wymienionych powodów piąta część Mortal Kombat o podtytule „Deadly Alliance” musiała zostać stworzona od zera. Najważniejszą zmianą było kompletne przemodelowanie systemu walki. Wcześniejsze potyczki opierały się głównie na używaniu umiejętności specjalnych. W nowej odsłonie zmieniło się to za pomocą wprowadzenia różnych stylów walki. Każda z postaci posiadała trzy: dwa style walki wręcz oraz jeden przy pomocy broni białej. Rdzeń rozgrywki tworzyło teraz umiejętne przełączanie się między stylami oraz łączenie ciosów w potężne łańcuchy kombosów. W MK: DA poznajemy zupełnie nowe twarze, które jednak nie zostały przez graczy przyjęte z otwartymi ramionami. Zarzucano im, że pod wieloma względami najzwyczajniej nie pasują do uniwersum Mortala. Z gry usunięto Stage Fatality ale klasycznie pozostawiono zwykłe Fatale (każda z głównych postaci po jednym).

Do gry powróciła minigierka Test Your Might oraz dodano prześmiewczo jej parodię Test Your Sight (znana gra w trzy kubki). Warto wspomnieć o wprowadzeniu do gry Krypty. W nowym Mortalu zdobywaliśmy monety, które z kolei mogliśmy właśnie tam wydawać. W asortymencie naszej Krypty znalazły się grafiki koncepcyjne, easter eggi, ukryte postacie oraz mapy. Od tego momentu nasz sklep z ciekawostkami został po dziś dzień do czego jeszcze będziemy wracać.

Jak to często bywa, na temat MK: DA odmienne zdania mieli recenzenci, którzy docenili nowy styl i wprowadzone zmiany oraz weterani gry, którzy głośno krzyczeli: „TO NIE JEST MÓJ MORTAL!” Jednak poraz kolejny Ed Boon dał nam tytuł odnoszący finansowy sukces, co pozwoliło stworzyć następny sequel.

Mortal Kombat: Deception/Mortal Kombat: Armageddon

Upchnąłem te dwie części do jednego wora z pewnego bardzo prostego powodu. Patrząc na MK: Deception i MK: Armageddon, nad głową zapala się żarówka z napisem „Ej, ja to już gdzieś widziałem”. Już spieszę z wyjaśnieniem.

Porównajmy pierwszą trylogię Mortal Kombat oraz 3 ostatnie części. Dark Alliance jest nową, świeżutką grą uformowaną z zupełnie innej gliny. Deception jest dla niej tym czym było MK2 – wprowadza nowości, na które twórcom mogło po prostu nie starczyć czasu/pomysłu/chęci. Nowa odsłona w kwestii gameplayu została usprawniona pod niemal każdym względem. Każda z postaci posiada teraz 2 Fatality oraz zupełnie nowy rodzaj finishera – Hara-kiri. Ruch ten może wykonać przegrany, który chce oszczędzić sobie wstydu i sam się wykańcza w brutalny sposób. W odświeżonej formie powracają także Stage Fatality. Teraz na każdej mapie znajdują się śmiertelne pułapki, w które możemy wrzucić przeciwnika. Co ciekawe, możemy to zrobić w trakcie walki i błyskawicznie zapewnić sobie wygraną rundę. Skoro mowa o mapach, warto wspomnieć o tym, że są one teraz wielopoziomowe i możemy przebijać przeciwnika między nimi.

Jeżeli komuś znudziły się klasyczne pojedynki, mógł sobie odpalić któryś z nowych trybów. Wśród nich znalazły się fabularny Konquest, Chess Kombat (nazwa mówi sama za siebie) oraz Puzzle Kombat (wariacja na temat Tetrisa). Ponownie mogliśmy wydać zarobione pieniądze w Krypcie, odblokowując materiały dodatkowe.

Skutki bolesnych kompromisów odczuliśmy także przy premierze Armageddonu. Do wyboru tym razem mieliśmy dosłownie wszystkie postacie, które mogliśmy spotkać od pierwszej odsłony mortala aż do tamtej pory. Łącznie roster tworzyło 63 wojowników. Żeby nie było tak pięknie, przy takiej ilości postaci twórcy zrezygnowali z klasycznych Fatality, ponieważ tworzenie osobnych do każdej z nich było zbyt trudnym zadaniem. Rozwiązaniem stało się wprowadzenie Kreate-A-Fatality, bardzo chłodno przyjęte przez fanów. Liczba stylów walki przypadająca na postać zmalała do dwóch.

Mogliśmy wypróbować nowy tryb – Motor Kombat inspirowany Mario Kart. Były to urocze wyścigi gokartów, ścigających się po torach wzorowanych na dostępnych arenach walk w podstawowym trybie. Kolejna nowinką była możliwość stworzenia własnego wojownika (lub wojowniczki).

Od dłuższego czasu było widać było, że twórcy już czują zmęczenie materiałem i powoli brakuje pomysłów na coraz to nowsze odsłony Mortala. Dlatego na następną odsłonę musieliśmy czekać aż 5 lat. Odsłonę, która baaardzo wysoko postawiła poprzeczkę innym bijatykom.

Mortal Kombat (2011)

Szybka zmiana formy artykułu. Hokus pokus, czary mary, azumi azumi BAM!

Dlaczego MK9 jest super:

PO PIERWSZE: Zupełnie nowa forma narracji. Teraz kampanie tworzą świetnie wyreżyserowane, filmowe cutscenki porozdzielane pojedynkami.

PO DRUGIE: No właśnie pojedynki. Tutaj studio Netherrealm wprowadziło dosłownie rewolucję. Walka polega głównie na umiejętnym łączeniu ciosów oraz ataków specjalnych. Te drugie możemy teraz wzmacniać, dodając nowe efekty, które np. umożliwiają dłuższe poprowadzenie kombosa. Czynność tą wykonujemy poprzez zużycie 1/3 paska Super. Dodatkowo pozwala on przerywać kombo przeciwnika jeśli „spalimy” 2/3. Gdy pasek jest w pełni naładowany można wykonać zupełnie nowy cios – X-ray. Postać wykonuje serię brutalnych ciosów ale co najlepsze możemy zajrzeć wgłąb przeciwnika i zobaczyć wszystkie obrażenia wewnętrzne. W repertuarze znajdziemy m.in. łamane karki, miażdżone wnętrzności i pękające czaszki.

PO TRZECIE: „Panieee, te gry to tera so takie brutalne… nic dziwnego, że potem dzieciaki chodzo i zabijajo na ulicy”. Z tym popularnym stwierdzeniem zgadzam się w 50%. Czy MK9 jest brutalne? Bardzo. Krwawe? Ło panie. Pamiętam, że swego czasu niektóre z nowych Fatality powodowały, że mnie lekko wykręcało. Każda z postaci, ma teraz 2 podstawowe Fatale (niektóre mają dodatkowo klasyczne z pierwszego MK… miły ukłon w stronę starych fanów swoją drogą) oraz powracające Babality. Na niektórych mapach możemy również wykonać Stage Fatality.

PO CZWARTE: Nowością w serii MK jest Wieża Wyzwań. Do wykonania mamy 300 zadań. Widać, że twórcy bardzo się starali, by misje były jak najbardziej zróżnicowane oraz byśmy się zastanawiali, co nas może za chwilę czekać, co moim zdaniem udało im się znakomicie.

Mortal Kombat X

Od zawsze uważałem, że więcej brutalności to lepiej brutalności. Z tego prostego względu MKX jest moim zdaniem najlepszą częścią serii. Rdzeń rozgrywki to praktycznie to samo co MK9 tylko jak wspomniałem więcej i lepiej. Nowością za to jest możliwość używania interaktywnych elementów otoczenia, rozrzuconych po mapach. Jak już jesteśmy przy mapach trzeba powiedzieć, że wyglądają świetnie, a przejście na nową generację umożliwiło „tchnięcie” w nie życia. Podczas gdy oklepujemy się po twarzach z przeciwnikiem, w tle również dzieje się całkiem sporo. A to szaleje sztorm i fale rozbijają się o kładkę wyrzucając w powietrze zwłoki, którymi możemy rzucić w przeciwnika. A to niewolnicy ciężko harują oraz za pomocą triceratopsopodobnego stworzenia obalają pomniki ostatniego władcy. No w skrócie, dzieje się.

Ciężko zliczyć na ile sposobów teraz można wykończyć oponenta. Zacznę od klasycznych Fatality. Tutaj designerzy już się nie patyczkowali. Bez wątpienia są one najbrutalniejsze w całej serii. Jakiś czas po premierze dopiero zostały wprowadzone Stage Fatality. Przywrócono Brutality w zupełnie nowej odświeżonej formie. Pozwólcie, że streszczę jeden, krótki scenariusz. Chwyt takiego np. Kung Lao wygląda tak, że łupie wroga po twarzy szybką serią ciosów. Jeżeli użyjemy tego chwytu jako cios kończący walkę i podczas wykonywania go 15 razy klikniemy w okreslone przyciski, to Kung Lao będzie go tak długo lał dopóki przeciwnikowi nie odpadnie głowa. Brutality są mniej lub bardziej skomplikowane ale za każdym razem mega satysfakcjonujące.Należy napomknąć o nowych postaciach. Idealnie wpasowują się w klimat Mortala oraz posiadają wiele ciekawych umiejętności. Dzięki Starszym Bogom za to, że twórcy poszli w końcu po rozum do głowy i doszli do wniosku, iż recykling bohaterów to nie jest najlepszy pomysł.

Ulepszeniu również uległa Krypta, która teraz przypomina grę z gatunku dungeon crawler, w której zbieramy przeróżne przedmioty otwierające nam kolejne lokacje.

ROUND TWO: FABUŁA!

Tutaj zajmę się szybkim streszczeniem linii fabularnej. Nowej linii, która została nakreślona w Mortal Kombat (2011) i jest swoistym stworzeniem nowego kanonu serii.

U stóp piramidy Argusa walają się szczątki wielkich wojowników, którzy w pogoni za nieskończoną potęgą wymordowali się nawzajem. Na jej szczycie pozostało tylko dwóch. Władca i imperator Outworld – Shao Kahn oraz bóg piorunów i obrońca Earthrealm – Raiden. Toczą ze sobą ostateczny pojedynek, który zadecyduje o losach świata, bowiem Shao Kahn chce wykorzystać moc piramidy by unicestwić wszelkie  istniejące życie. I wszystko wskazuje na to, że powiedzie mu się, iż ma nad Raidenem miażdżącą przewagę. W chwili gdy imperator zadaje mu morderczy cios, Raiden wysyła do samego siebie z przeszłości wiadomość o treści: „On musi zwyciężyć”.

Wracamy do dziesiątego turnieju Mortal Kombat. Jest to jedyna szansa Ziemskiego Wymiaru na uniknięcie inwazji armii Outworld. Niefortunnie się składa, że wojownicy z naszego wymiaru ponieśli już dziewięć porażek. Dzięsiąta przegrana oznacza wcielenie naszego świata do podbitych królestw Shao Kahna. Pierwszym zawodnikiem, jakiego poznajemy jest hollywoodzki gwiazdor Johnny Cage. Stacza on dwa pojedynki: z Reptilem i Baraką. Po zwycięstwach Johnny’ego, organizator turnieju Shang Tsung odkłada resztę walk na następny dzień. W tym czasie agentka Sił Specjalnych, Sonya Blade, uwalnia swojego dowódcę Jaxa, który był uwięziony na wyspie.

Następnego dnia do chodzi do serii następnych pojedynków. Z ważniejszych wydarzeń, należy wspomnieć o zamordowaniu Sub-zero przez Scorpiona pod wpływem czarnoksięskich sztuczek Quan Chi’ego. Jednak przejdźmy do końcówki turnieju. Młody mnich Shaolin, Liu Kang staje do walki z niepokonanym przez 500 lat shokaninem zwanym Goro. Liu Kang zwycięża oraz dociera do finału, w którym pokonuje czarnoksiężnika Shang Tsunga, tym samym ratując Ziemski Wymiar przed inwazją.

Sielanka nie trwała jednak długo. Shang Tsung wpadł na nowy pomysł. Jeden, ostateczny turniej, w którym zwycięstwo Outworld oznacza wchłonięcie Earthrealm lecz jeśli to „nasi” wygrają Shao Kahn porzuci plany podboju na zawsze. Raiden przyjmuje wyzwanie. Podczas drugiego turnieju także dzieje się sporo. Jax zostaje pozbawiony rąk przez Ermaca, dochodzi do cybernatyzacji klanu Link Kuei, do którego należą Smoke, Cyrax, Sektor oraz brat Sub-zero. Ten ostatni (Kuai Lang) przejął tożsamość swojego brata (Bi-Hana) i szuka zemsty na Scorpionie. Do tego Kitana (córka Shao Kahna i księżniczka Outworldu) odkrywa w sekretnym laboratorium Shang Tsunga hodowane klony samej siebie połączone z tarkatańską krwią. Efektem tego eksperymentu są narodziny Mileeny.

Raiden dostaje ponownie wizję, w której widzi Liu Kanga pokonującego Shao Kahna. Dochodzi jednak do wniosku, że może wizje ukazują, czego należy uniknąć. Idąc tym tokiem myślenia podejrzenie, że „On musi zwyciężyc” pada na Kung Lao. Tak więc do pojedynku przystępuje nasz mnich dzierżący ostrzo-kapelusz. Po pokonaniu Shang Tsunga I Quan Chi’ego dochodzi do walki z kolejnym shokaninem – Kintaro. Ku zadowoleniu wszystkich Kung Lao pokonuje bestię i… nagle sam Shao Kahn skręca mu kark jednym silnym ruchem. Liu Kang kierowany furią i chęcią pomsty swojego przyjaciela, rzuca się na imperatora Outworld i po zakończonej walce przebija go pięścią na wylot, gwarantując Earthrealm wolność. Jednak nawet to zwycięstwo widocznie nie zapobiega zbliżającego się Armageddonu, ponieważ amulet Raidena dalej pęka, co oznacza, że przyszłość wciąż pozostała nie zmieniona.

Okazuje się, że Shao Kahn z małym wsparciem Quan Chi przeżył. Czarnoksiężnik proponuje klasyczną inwazję na Ziemię. Jest to możliwe, ponieważ ma zamiar wskrzesić byłą żonę Shao Kahna – Sindel, która niegdyś rzuciła pewne zaklęcie uniemożliwiające imperatorowi wtargnięcie do naszego świata.

Earthrealm zostaje zaatakowane. Wszędzie dookoła spustoszenie sieją armie demonicznych kreatur. W samym środku tego chaosu znalazło się dwóch funkcjonariuszy SWAT: Stryker i Kabal. Pierwszy zostaje zwerbowany przez Raidena do Obrońców Ziemii, drugi zostaje spalony przez Kintaro, a później uleczony i zmodernizowany przez Kano. Do drużyny wojowników mających na celu powstrzymanie Shao Kahna dołącza zcybernetyzowany Sub-zero, który po przekalibrowaniu pomaga „tym dobrym”.

W tym czasie Quan Chi oraz wkrzeszony mroczną magią Bi-Han (pierwszy Sub-zero) przygotowują zaklęcie mające na celu wessanie wszystkich dusz Ziemian i wzmocnienie ich imperatora. W porę jednak zjawia się kolejny z Obrońców Ziemii – Nightwolf. Pokonuje Quan Chi oraz Bi-Hana przerywając tym samym zaklęcie. Nawet ten czyn nie wpływa na przyszłość.

Wspomniana drużyna zastanawia się nad prawdziwym znaczeniem wizji Raidena. Ten zirytowany wciąż złymi wyborami postanawia prosić o pomoc Starszych Bogów. Nagle reszta członków zostaje zaatakowana przez robo-wojowników Lin Kuei. Po uporaniu się z nimi, przychodzi czas na główne danie – Sindel. Jest ona na tyle potężna, że morduje prawie wszystkich Obrońców, w tym własną córkę Kitanę. Przy życiu pozostają jedynie Sonya, Johnny Cage i Nightwolf, który ostatkami sił rzuca zaklęcie zabijające go ale również Sindel. Po chwili z audiencji u Starszych Bogów wracają Liu Kang i Raiden. Mnich widząc martwych przyjaciół zarzuca bogowi piorunów szaleństwo, gdy usłyszał o zamiarze prośby o pomoc Quan Chi.

Jak Raiden postanowił, tak zrobił. W zamian za pomoc w pokonaniu Shao Kahna zaoferował dusze poległych wojowników. Ku jego zdziwieniu Czarnoksiężnik odrzucił propozycję, iż już wszedł w posiadanie tych dusz. Raiden bliski furii nie może uwierzyć, że pomimo dwukrotnej porażki Shao Kahna, Starsi Bogowie wciąż nie interweniują pomimo, że Earthrealm jest bliski zagłady. Wtedy Raiden uświadamia sobie, że „On musi zwyciężyć” dotyczy Shao Kahna. Tylko wtedy prawdopodobnie Starsi Bogowie wykonają wyrok. Czym prędzej powraca na Ziemię.

Tam na dachu wierzowca spotyka Liu Kanga, który zmierza „na przywitanie” Shao Kahna, właśnie przekraczającego bramę między wymiarami. Raiden próbuje przemówić mnichowi do rozumu mówiąc, że w końcu zrozumiał swoje wizje. Ten jednak nie chce go słuchać i dochodzi do pojedynku między nimi. Kończy się on tragicznie, bowiem Raiden przypadkowo morduje Liu Kanga. Wychowanek klasztoru Shaolin w chwili śmierci mówi tylko „Zabiłeś nas wszystkich”.

Na scenę wchodzi nasz główny antagonista. Raiden poddaje się jednak bez walki. W chwili gdy ma na niego paść ostateczny cios pojawiają się Starsi Bogowie, przywracając Raidenowi siły i umożliwiając ostateczny pojedynek z Shao Kahnem. W finalnej walce bóg piorunów odnosi zwycięstwo. Na imperatora zostaje prawdopodobnie zesłana kara śmierci. Ziemski Wymiar koniec końców odniósł sukces, jednak wielkim kosztem. I czy przetrwanie można określić jako sukces? Nie ma czasu jednak na wiwaty i konfetti, ponieważ gdzieś czyha większe zło, które ma w planach podbić Earthrealm oraz Outworld. Tym złem jest Upadły Starszy Bóg – Shinnok. I przy pomocy Quan Chi niedługo powróci…

ROUND THREE: PODSUMOWANIE

Mortal Kombat to niesamowicie złożone uniwersum, które do dziś inspiruje nowych twórców gier. Fakt… marka miała swoje lepsze i gorsze momenty na przestrzeni wielu lat. Dlatego całe szczęście, że w Netherrealm postanowiono zbudować ją od nowa, co moim zdaniem było genialnym posunięciem, ponieważ Mortalem teraz mogą zainteresować się zarówno starzy wyjadacze, jak i nowsi gracze. Twórcy z każdą kolejną produkcją zaskakują nowymi, ciekawymi pomysłami. Dlatego nie pozostaje nic innego, niż czekać na informacje o Mortal Kombat 11. W tym czasie warto umówić się z kumplami na pare walk, poobijać sobie mordy a na koniec …

FINISH HIM!

Oceń to!

7 0

Dodaj komentarz

Nigdy nie publikujemy Twojego maila. Wymagane pola zostały oznaczone *

Możesz użyć tych tagów HTML.

Przypomnij hasło

Please enter your username or email address. You will receive a link to create a new password via email.